Obraz Jana Matejki - Rejtan - Upadek Polski

W przedmowie swojej Branicki opowiada o „zabawnej przygodzie” związanej z „Rejtanem” Matejki: „Przed wielu laty, roku nie pamiętam, panna Konstancja Wyleżyńska [według: informacji Edwarda Raczyńskiego, nauczycielka u Branickich w Wilanowie] zaapelowała do niego by nie dopuścił do zamierzonego przez Matejkę wysłania obrazu na wystawę powszechną do Paryża: „Radzę Panu, obraz ten nabywszy, albo go zniszczyć albo też schować”. Branickl odpisał „poczciwej pannie Konstancji” że nabyć obrazu nie może, gdyż nie wypada – ze względu na znajdującą się na nim postać hetmana wielkiego koronnego – by zdobił ściany pałacu jego wnuka, „spalić zaś dzieło sztuki uważam za czyn wandala. Historia jest historią, każdy pisze i maluje jak mu się podoba”.

W kilka dni potem zjawił się u Branickiego gen. Władysław Zamoyski, prosząc aby użył swego wpływu u Napoleona III w celu niedopuszczenia na wystawę płótna, którego pokazanie stanowiłoby „obrazę monarszego majestatu Hôtel Lambert”. Branicki odmówił i oświadczył Zamoyskiemu że myśl o „urojonej królewskości” „była zawsze równie szkodliwa jak bezzasadna a poważnego ks. Adama śmiesznością okryła”.

Słusznie zrobił Jan Lechoń w swoich świetnych „Notatkach z dziennika” w nr. 251 „Wiadomości” że upomniał się o „tragiczną postać” Matejki. Stanisław Brzozowski pisał niegdyś z grubą przesadą o grzebaniu w Polsce „milczkiem” Wyspiańskiego, o przyjmowaniu twórczości Żeromskiego jako „dopustu bożego”, o „mordowaniu latami” Przybyszewskiego. Prawdą natomiast jest że wielkość, monarsza postawa, wspaniałość gestu Matejki – podobnie jak potem Paderewskiego – nigdy w Polsce nie była należycie oceniona. Dzieło, które po sobie pozostawił, stanowi osiągnięcie jedyne w swoim rodzaju w dziejach sztuki, nie tylko pod względem artystycznym. Żaden naród na świecie nie może poszczycić się takim genialnym ujęciem wizualnym swojej historii, takimi syntezami malarskimi przełomowych wydarzeń, godnymi Macaulaya i Micheleta, taką galerią postaci, miotanych nadludzkimi namiętnościami, kapłanów, wizjonerów i bojowników, opętanych losem ojczyzny. „Z oczu mu gorzał żar – … jak w prorokach” -pisze Stanisław Wyspiański. „Stworzył on swoją rasę ludzi napiętnowanych… fatalistycznym tragizmem… Rasa ludzi Matejki jest jak rasa ludzi szekspirowskich” – zaznacza Stanisław Witkiewicz. „On był potężny w wyobraźni, potężny w ręku. Równiejsi, doskonalsi od niego malarze być mogli: było ich bardzo mało z takim znamieniem swego jestestwa” – podnosi Stanisław Tarnowski. „Genialny w pędzlu” – stwierdza Cyprian Norwid.

Krasiński porównywał Mickiewicza do olbrzymiego choć rozpękłego filara, który podtrzymywał sklepienie; kiedy ten filar runął, całe sklepienie zadrżeć musi. Genialność, wielkość w sztuce jest zaprzeczeniem harmonii: niedołęstwa kompozycyjne Żeromskiego czy nieporadności wersyfikacyjne Wyspiańskiego nie ściągną ich do poziomu prymusów: solidnych, bezbłędnych, precyzyjnych miernot.

Podobnie rzecz się ma z Matejką. Przed wojną modne było „odbrązowywanie” Matejki na rzecz Kotsisa, Michałowskiego, Rodakowskiego; niemal próbowano w nas wmawiać że Maurycy Gottlieb jest większym niż Matejko artystą. Znamy na pamięć repertuar wad Matejki: brak powietrza, brak perspektywy, brak oddalenia, brak głębi. Ale trafnie zwraca uwagę Feliks Kopera że te same wady ma Michał Anioł, że na „Ostatniej wieczerzy” Leonarda da Vinci uczestnicy są tak skupieni iż w rzeczywistości nie mogliby się ruszyć, że na jednym z kartonów Rafaela w słabej łódce skupiło się tyle postaci i tyle sieci z wyciągniętymi rybami iż na mocy praw fizycznych musieliby potonąć.

Wiemy że namalowany w r. 1867 tak zwany popularnie „Rejtan” spowodował burzę. Znane jest odezwanie się jednego z arystokratów: „Trzeba to posłać do Petersburga, tam kupią” i odpowiedź Matejki: „Kupili żywych, mogliby kupić i malowanych !”, J. Ign. Kraszewski protestował: „Policzkować trupa matki nie godzi się”, Lucjan Siemieński dodawał: „Eksploatacja historycznego skandalu na korzyść popularności nie była zadaniem mistrzów sztuki”, a po odznaczeniu „Rejtana” złotym medalem w Paryżu krążył wierszyk: „Winszuję, nie zazdroszczę dukatów i wstęgi! Na mord drgającej Polski nie było wyrazu, tyś dla uniewinnienia użył swej potęgi, a wrogi kupiły z twojego obrazu prawo mówić: „Patrzcie! Oto taka Polska ilustrowana dziś pędzlem Polaka!”.

Na kampanię odpowiedział Matejko w sposób który cechowała wielkość, jak wszystko co czynił i malował: obrazem p.t. „Czytanie wyroku śmierci obwinionemu artyście”, gdzie rzucił nowe wyzwanie społeczeństwu, ukazując pod pręgierzem na Rynku samego siebie.

Inne zarzuty dotyczyły niezrozumiałości kompozycji Matejki dla ludzi nie mających odpowiedniego przygotowania. Wojciech Stattler miał streścić swoje wrażenia po obejrzeniu „Rejtana” w okrzyku: „Co tu butów! Co tu butów!” a Francuzi podobno myśleli że to „dzielni Polacy wyrzucają za drzwi tureckiego posła”. Nie trzeba dodawać że tego rodzaju zarzuty można skierować przeciw każdemu malarstwu: mitologicznemu, religijnemu, historycznemu, obyczajowemu, że bez odpowiedniego przygotowania niezrozumiałe są „Narodziny Wenus” Botticellego, „Wesele w Kanie” Tycjana, „Poddanie Bredy” Velazqueza, „Lekcja anatomii” Rembrandta, zarówno Brueghel jak Fragonard, Goya jak Daumier, nawet malarstwo abstrakcyjne, do którego trzeba także – jeśli nie znajomości faktów, to przynajmniej znajomości sztuki.

W związku z „Rejtanem”, Matejce nie oszczędzono nawet zarzutu niedostatecznej znajomości okresu rozbiorów. Matejko oddychał i żył przeszłością, mógł zastąpić encyklopedię w zakresie dziejów Polski, jeśli chodzi o szczegóły współczesny historyk sztuki określa jego „Ubiory w Polsce” jako „prawdziwą skarbnicę wiedzy”, i nagle w „Rejtanie” ten sam Matejko okazuje się ignorantem, nie rozróżnia pierwszopodziałowego sejmu warszawskiego i drugopodziałowego sejmu grodzieńskiego, zawiesza na ścianie portret Katarzyny, który nigdy w żadnym sejmie nie wisiał, sadza w loży Repnina, który w rozbiorach nie brał bezpośredniego udziału, Szczęsnemu Potockiemu każe sąsiadować z Adamem Ponińskim,

Rejtana przeciwstawia… Targowicy.

A jak było naprawdę? Matejko wcale nie namalował obrazu p.t. „Rejtan”; obraz znany pod tą nazwą nosi tytuł „Upadek Polski” i wprawdzie trudno zgodzić się ze zdaniem pewnego krytyka, który nazwał go „obrazem symbolicznym”, jest to niewątpliwie obraz syntetyczny, na podobieństwo ostatniego szkicu z „Dziejów cywilizacji w Polsce”, ogarniającego komisję edukacji narodowej i sejm czteroletni, konstytucję trzeciego maja i rozbiory. Ciekawe że nie wszystkie postaci w „Upadku Polski” odcyfrowano, istnieje nawet różnica zdań co do naczelnych. „Big Three”, wielka trójka na przodzie obrazu uchodziła zawsze za Szczęsnego Potockiego, Adama Ponińskiego i Franciszka Ksawerego Branickiego (tak ją też interpretuje Witkiewicz), podczas gdy katalog wystawy szkiców i rysunków Matejki, urządzonej w r. 1938 przez Koło Historyków Sztuki Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego, objaśnia że ta trójka, to Potocki, Branicki i Seweryn Rzewuski. (Objaśnienia te są zresztą i pod innym względem bałamutne: tak np. z Franciszka Salezego Potockiego zrobiono Stanisława Kostkę-Potockiego!). Sądzić należy że interpretacja Witkiewicza jest trafniejsza: na obrazie przedstawiającym Rejtana nie mogło zbraknąć jego głównego przeciwnika, marszałka Ponińskiego, tak samo trzeci magnat, targany wyrzutami sumienia, przesłaniający sobie oczy, przerażony i zrozpaczony, nie odpowiada temu co wiemy o Rzewuskim, nazwanym przez Władysława Smoleńskiego „istotnym twórcą” konfederacji targowickiej, który i po rozbiorze, chociaż złożył protest, „nie zachwiał się w swej pysze”.

Ksawery Branicki na Matejkę się nie obraził. Dowodził że „Rejtan” był „jedną z ozdób” wystawy paryskiej i że mu „przypadł do smaku”. Natychmiast zaproponował Matejce namalowanie śmierci Pawła I. Pomysł Branickiego Matejki nie zachwycił, ale zgodził się przyjąć zamówienie za cenę 60.000 reńskich (około 35.000 funtów według dzisiejszej siły nabywczej). Cena ta wydała się Branickiemu zbyt wysoka, i na tym układy przerwano.

Również i z Tarnowskim korespondencja uległa przerwaniu. W zakończeniu jej Branicki usprawiedliwił się z dedykowania mu przekładu „Bramy pokuty”. „Jeżeli Hrabia będzie zadowolony, wielce mię to uraduje. Jeżeli zaś ofuknie i gniewem zapalczywym zapłonie, tedy udam się do nadobnej mej synowicy z prośbą aby Go przebłagała; gdyż na szczęście Hrabia -dodawał złośliwie – nie jest ani bezżennym kapłanem, ani też mnichem zawziętym”.

Autor: Silva Rerum
Artykuł pierwotnie ukazał się w tygodniku Wiadomości, 13.05.1951, Londyn, Rok 6, Nr 19 (267)
Fot. tytułowa: Jan Matejko

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Rynek Główny - portal Krakowa
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.